Pycha
Panu Tadziowi pozostało parę lat do emerytury. Jest niski,
dość mocno łysiejący, o masywnej
sylwetce. Rzadko zdarza się, aby Pana Tadzia
ktoś lub coś wytrąciło z równowagi - chodząca „siła
spokoju”. Regularnie udaje
się to jednak załodze lokalnego sieciowego marketu, w którym Pan
Tadziu dokonuje zakupów. Oto epizod, który nam opowiedział.
Pojechałem około godziny 14:00 w sobotę do sklepu zrobić skromne zakupy – 3 bułki i chleb.
Nie lubię tam robić sprawunków, ale cóż – sklep ten znajduje się najbliżej. Dlaczego nie lubię?
Personel jest nieuprzejmy, opryskliwy i nadęty. Dość powiedzieć, że standardem jest tam brak
mówienia – dzień dobry. A przecież sprzedawcy muszą mnie kojarzyć, bo widzą prawie codziennie
i ponadto jestem starszy od nich zatem oczekiwałbym minimum tej grzeczności. Były czynne dwie
kasy. Przy pierwszej kasjerka kończyła „kasowanie” klienta, przy drugiej stało trzech ludzi, każdy z
nich miał po kilka produktów. Logiczne, że wybrałem kasę pierwszą, gdzie stanąłem za już
odchodzącym klientem. Młoda dziewczyna obsługująca kasę powiedziała jednak krótko – „proszę
przejść do drugiej kasy”.Co też uczyniłem stając na końcu kolejki. Tymczasem słyszę za plecami, że
kasjerka, która przed chwilą mnie odprawiła, zaczęła obsługiwać kolejnego klienta. Był to
najwyraźniej jej znajomy ponieważ rozmawiali o prywatnych sprawach. Kupował Coca-Cole i
szybko odszedł. Po nim podszedł kolejny klient, który również został „skasowany”, a potem
następny. Poczułem się jak trędowaty, którego nie należy obsługiwać - najlepiej przegonić. Nie lubię
tego sklepu. Kupuję tam bo jest to dla mnie najbardziej wygodne. Nie zrobiłem wtedy „grandy”
bo nie mam takiego temperamentu.
Sklep z niewłaściwą obsługą klienta może przetrwać tylko dzięki brakowi lokalnej konkurencji.
Gdy się jednak taka pojawi to nagle okaże się, że klienci szybko go porzucą. Nie przyjdą szczególnie
ci z nich, którzy wcześniej byli najbardziej wartościowi.
Nieuczciwość
Badania tajemniczego klienta w sklepie wyposażenia wnętrz. Nasz badacz zdecydował się na zakup
lampki na biurko. „Faja i jest w promocji” – powiedział do żony,
która mu towarzyszyła. Informacja o
obniżonej cenie umieszczona
była na regale. Jednak przy kasie zaskoczenie - okazało się, że
promocja na lampki skończyła się kilka dni
temu. Powstał spór, klient został odesłany do stanowiska
obsługi klienta.
Obecny tam pracownik powiedział, że
sprawdzi cenę. Złapał za słuchawkę telefonu.
Zadzwonił na stoisko do osoby>
odpowiedzialnej za sekcję materiałów biurowych. „Sprawdziłem,
żadnej kartki z promocją nie ma przy tej lampce” – odpowiedział głos w słuchawce. „Usunąłem ją,
gdy ta się skończyła” – dodał. Zdenerwowany klient wrócił zatem w miejsce,
gdzie stały lampki –
„Udowodnię że mam rację” . Zdziwiony stwierdził, że
faktycznie kartka w międzyczasie zniknęła.
Zrezygnowany lampkę oddał. Odszedł z
poczuciem iż zrobiono z niego głupca i naciągacza.
Oszustwo i kłamstwo w handlu ma zawsze krótkie nogi. Klient zorientuje się wcześniej, czy później
iż został w sklepie potraktowany nieuczciwie. Wtedy
pojawi się niezadowolenie z dokonanych
zakupów i złość. Zapewne opowie on o
takich praktykach swoim najbliższym znajomym i zła opinia
rozejdzie się szybko.
Nawet jeżeli uda się tak kilku klientów oszukać i „wcisnąć” im towar, to w
dłuższej perspektywie czasu bilans dla placówki handlowej będzie negatywny.
Naprawienie wizerunku
w oczach klientów to długotrwały i kosztowny proces.