sgm consulting
      Dzielimy się naszą wiedzą i doświadczeniem

Warning: include(/home/sgmconsu/public_html/rvsincludefile/pathway_e2ceaa1becb3e48589e2930c7375a47f.html): Failed to open stream: No such file or directory in /home/platne/serwer22451/public_html/sgmconsulting.pl/Badania--tajemniczy-klient-1215.php on line 295

Warning: include(/home/sgmconsu/public_html/rvsincludefile/pathway_e2ceaa1becb3e48589e2930c7375a47f.html): Failed to open stream: No such file or directory in /home/platne/serwer22451/public_html/sgmconsulting.pl/Badania--tajemniczy-klient-1215.php on line 295

Warning: include(): Failed opening '/home/sgmconsu/public_html/rvsincludefile/pathway_e2ceaa1becb3e48589e2930c7375a47f.html' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php83-fpm/lib/php') in /home/platne/serwer22451/public_html/sgmconsulting.pl/Badania--tajemniczy-klient-1215.php on line 295
Ciekawostki z handlu i usług w zakresie obsługi klienta - 2015

 
 
 
 
 
  

Ta pani tu nie stała

- Do banku chodzę dość regularnie. Głównie po to, aby odnawiać lokaty. Swego czasu dostałam nawet 
kategorię klienta VIP. Dawniej, czyli przed redukcją zatrudnienia, w tym oddziale do obsługi były 
trzy osoby. Teraz niestety już tak nie jest. Zredukowano zatrudnienie – jeden pracownik dla firm i 
VIP’ów i jeden dla pozostałych klientów – opowiada Pani Karolina.

- W listopadzie poszłam do oddziału, jak zawsze załatwić sprawę lokat. Ustawiłam się w kolejce do 
obsługi firm i klientów VIP. Niestety miałam pecha. Doradca obsługiwał małżeństwo, które miało jakiś
skomplikowany problem. Czekałam długo, ale i tak nie było widać postępu w ich obsłudze. 
Zdecydowałam się zatem stanąć w kolejce dla zwykłych klientów, która posuwała się dużo szybciej. 
Kiedy już byłam pierwsza do obsłużenia do oddziału weszła kobieta w średnim wieku. Panie 
(pracownica banku i nowa klientka) skinęły sobie głową. Chwilę po tym doradca ds. obsługi klienta 
wstała, powiedziała – „przepraszam, chwila przerwy”. Podeszła do tej klientki i Panie miło się 
przywitały, po czym zaczęły prywatną rozmowę. Po jakiejś chwili klientka stwierdziła – „wiesz, muszę 
chyba ustawić się w kolejkę”. Na to, jej koleżanka zatrudniona w banku powiedziała przyciszonym 
głosem – „chodź, nie będziesz stała”. Wówczas zareagowałam – „hola, hola. Tu jest kolejka, stoją
ludzie.”  Na to pracownica banku wycedziła w moim kierunku – „ta klientka była umówiona”. I co ja 
miałam zrobić? Książkę skarg i zażaleń wołać? W tym oddziale nigdy nie było takich praktyk, by
umawiać klienta na dokonanie zwykłego przelewu w okienku. Potraktowano mnie i innych czekających, 
jak klientów gorszej kategorii.     

Dzwonek przywoławczy

- Stoję w kolejce do kasy w markecie spożywczym. Jest dopiero po godzinie dwudziestej, ale już za 
oknem ciemno, pogoda brzydka, zimowa, dreszcze przechodzą od samego patrzenia. Nie chciało mi 
się tu przyjeżdżać, ale  musiałem ponieważ dzisiaj kończy się promocja na Kaki po 0,99 zł za sztukę 
piersi z kurczaka po 12,99 za kilogram. Piersi już nie było i czekam do kasy z trzema sztukami Kaki
w koszyku. Mizerne te zakupy. Była czynna tylko jedna kasa, a kolejka słabo się posuwała. Zebrałem 
się na odwagę, dałem dwa kroki do przodu i powiedziałem – „czy mógłbym prosić, aby Pani zadzwoniła 
po kogoś na drugą kasę?”. Kasjerka bez słowa z miną lekceważącą zmierzyła mnie od głowy do 
sznurowadeł. Jej wzrok dawał jakby do zrozumienia – „czekaj grzecznie na swoją kolej, chłopku”. 
Poczułem się dość niekomfortowo może dlatego, że niestety jestem z natury raczej nieśmiały. 
Po chwili jednak kasjerka zadzwoniła, ale nikt z personelu nie przyszedł. A Pani nie zadzwoniła 
ponownie. Stałem więc grzecznie z innymi klientami czekając na swoją kolej. Przypomniałem sobie 
wówczas rozwiązanie, które widziałem w Drogerie Markt w Niemczech. Tam przy kasach zwisał z 
sufitu sznurek zakończony rączką. Pociągnięcie przez klienta za tą rączkę powodowało włączenie 
dzwonka. Informował on osoby z personelu drogerii, iż klienci proszą obsługę do kasy. Nikt się niczego
nie krępował, nie dziwił, nie było kolejek i dzięki temu prostemu i taniemu rozwiązaniu klienci
wychodzili zadowoleni.

Szkolenie po włosku

- Dostałam awizo i poszłam na pocztę po odbiór paczki od Mamy z kraju. Lubię nasze krajowe
kabanosy i Mama co jakiś czas zaopatruje mnie w polskie specjały – opowiada Wanda, która od 
kilku miesięcy studiuje we Florencji.

- Weszłam do budynku i stanęłam w kolejce. Kolejka wiła się pomiędzy metalowymi słupkami 
połączonymi grubym sznurem, taki system porządkowania oczekujących klientów. Przodem do
okienek pocztowych, tuż przed pierwszą osobą w kolejce stał jakiś mężczyzna. Jego ubiór wskazywał 
na to, że jest pracownikiem poczty - menedżerem lub kimś w tym rodzaju . Przypatrywał się bacznie 
obsłudze. Po odejściu każdego klienta głośno instruował pracowników poczty. Gdy ja odchodziłam od 
okienka usłyszałam – „Antonio zbyt długo obsługiwałeś tą Panią, wydanie paczki zagranicznej nie 
powinno zająć ci więcej czasu niż wydanie paczki krajowej.” Dalej padło kilka technicznych 
wskazówek żargonie pocztowym. Pomysł na szkolenie dość egzotyczny, jak na nasze krajowe 
standardy, ale w niektórych sytuacjach może być bardzo skuteczny.

Obsługa bankowa przy wejściu

Idziemy z żoną zamknąć jej rachunek bankowy. Do oddziału na Świętego Marcina w Poznaniu 
wchodzi się przez przeszklony przedsionek, gdzie znajduje się czerwony bankomat. Dopiero z tego 
pomieszczenia przechodzi się przez rozsuwane automatycznie drzwi na salę obsługi klientów. Każdy 
wchodzący jest zatrzymywany przy wejściu przez Panią Edytę – asystentkę ds. sprzedaży, która nie 
pozwala wejść do środka, jeżeli nie wyjaśni się celu swojego przybycia. Nam się udało i usiedliśmy 
na dwu wolnych fotelach spośród czterech znajdujących się tuż przy ekspresie do kawy. Mamy czekać 
około 10-15 minut. Koło mnie starsza Pani zaczęła opowiadać - przyszłam ponieważ brałam kredyt i źle 
wpisano mój PESEL, a  poza tym dostałam dwie koperty z jakimiś kodami, z  którymi kompletnie nie 
wiem co zrobić. Nie dokończyła – poproszono ją do doradcy, a zaraz po tym również i moją żonę. 
Tymczasem przy drzwiach stał jakiś mężczyzna – prawdopodobnie klient banku. Podszedł do niego 
doradca i na boku wręczył mu dokumenty, mówiąc coś do niego szeptem. Pomyślałem sobie – drzwi 
wejściowe to doprawdy „świetne” miejsce do obsługi, gdy brakuje wolnych stanowisk. Obok nich w 
drzwiach została zatrzymana para – dziewczyna i chłopak, wyglądający na studentów. Pani Edyta 
zapytała ich o cel wizyty, po usłyszeniu odpowiedzi wykonała gest w kierunku kaloryferów w 
przedsionku, naprzeciwko bankomatu (wolne fotele wcześniej zostały zajęte przez innych klientów). 
Wybrali jednak oczekiwanie stojąc. Znaczy, że nawet dla studentów siedzenie na kaloryferze w banku 
jest czymś niestosownym. Zwróciłem jeszcze uwagę na wychodzącą inną parę, która przyszła wyrobić 
kartę, tak przynajmniej słyszałem, gdy siedzieli wcześniej przy mnie na fotelach. Dziewczyna mówiła 
do chłopaka – ale tu okropna obsługa! W końcu nadeszła i moja żona, razem opuściliśmy bank. 
Powiedziałem do niej – wiesz chyba to była dobra decyzja z zamknięciem tego rachunku. Ja bywałam 
tu częściej niż ty i jestem tego pewna – odpowiedziała krótko. 

                                               >>> NASZE PUBLIKACJE <<<                          


Wspierane przez Hosting o12.pl